Od nowego roku Brazylia wprowadza nowe zasady pisowni w języku portugalskim. Portugalia idzie w jej ślady, ale trochę wolniej. Wielu Portugalczyków uważa, że była kolonia językowo kolonizuje byłą metropolię.

Traktat o jednolitej ortografii języka portugalskiego zawarło w 1990 roku osiem krajów, m.in. Brazylia, Portugalia, Angola i Mozambik, do których po uzyskaniu niepodległości w 2004 roku dołączył Timor Wschodni. Przewiduje on usunięcie akcentów i innych znaków diakrytycznych stosowanych np. w Portugalii, ale pomijanych w Brazylii. Usuwa także wiele spółgłosek niemych, czyli niewymawianych. Np. w słowie "Egipto" - Egipt - usuwa nieme "p", tak by pisało się je tak, jak od dawna się czyta, czyli "Egito", czy każe pisać "otimo" zamiast "optimo" (optymalny).


Traktat budził kontrowersje, ale od nowego roku zaczynają go przestrzegać dwa najważniejsze kraje języka portugalskiego: Portugalia i Brazylia. Zaczynają od prasy i szkół. Od nowego roku nową ortografię przyjął np. wielki dziennik brazylijski "O Globo", portugalska agencja "Lusa" i gazeta sportowa "Record". Brazylia chce zakończyć reformę w ciągu dwóch lat, Portugalia daje sobie czas do 2014 roku.

Jednak w Portugalii głosy sprzeciwu nie słabną. Odmawia stosowania nowej pisowni np. portugalski dziennik "Publico". Jego redaktor naczelny Nuno Pacheco nazywa traktat ortograficzny "bzdurą pełną niekonsekwencji". Niektórzy językoznawcy, pisarze czy dziennikarze uważają, że reforma jest narzucona Portugalii przez Brazylię, największy kraj portugalskojęzyczny, gdzie mieszka 191 spośród 230 milionów ludzi władających tym językiem. Portugalczycy odczuwają to tym boleśniej, że Brazylijczycy, jako mieszkańcy ich dawnej kolonii, to młodsi bracia założycieli starej, średniowiecznej monarchii.

- Traktat to akt kolonializmu Brazylii wobec Portugalii - protestował pisarz portugalski Miguel Sousa Tavares z okazji promocji w Brazylii swojej książki. - Brazylia to jedyny kraj, który otrzymał swój język z zewnątrz, a teraz narzuca go własnej macierzy. To tak jakby USA narzucały swoją ortografię Anglii.

Inni uważają, że ujednolicanie pisowni portugalskiego, którym posługują się miliony tak różnych ludzi w Europie, dalekowschodniej Azji, Afryce i Ameryce Południowej, zubaża nie tylko sam język, ale i niepotrzebnie zaciera różnice kulturowe. - Szastają pieniędzmi podatników, narzucają coś ludziom, a przecież żywy język nie od tego zależy. Co to jest język? To w końcu twór stosunków między ludźmi, i to one zdecydują o jego losie - mówi Sousa Tavares, autor jednej z najpopularniejszych portugalskich powieści ostatnich lat "Equador".


Maciej Stasiński
Źródło: Gazeta Wyborcza