sobota, 26 czerwiec 2010 05:52

Spacer po Lizbonie

Napisane przez
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Lizbona – miasto do którego się tęskni

Tramwaj lizboński fot. margaretkaDo Lizbony pojechałam pod wrażeniem filmu Wima Wendersa "Lisbon Story" i cały ten klimat zastałam na miejscu. Z okien samolotu wyłoniły się kolory błękitno-żóltego miasta na wzgórzach i czerwonego mostu Ponte 25 de Abril nad rzeką Tag (Tejo). Prosto z lotniska pojechalam do wcześniej zarezerwowanego Pensão Estrela d´Ouro, który okazał się mieszkaniem w starej kamienicy w dzielnicy Barrio Alto, a włascicielką pensjonatu-mieszkania, babcia w fartuchu w kwiatki. Z okien mojego pokoju otwierając drewniane okiennice można było zobaczyć i usłyszeć tętniące życie na małym placyku przy Largo Trindade Coelho aż do rana. Na dole w księgarni na wystawie codziennie siedział kot.

 

Każdego dnia zbiegałam po schodach ulicy, przysiadając po drodze na kawę bica (typ mocnego espresso) i ciastko w Pastelariach - ciastkarniach,Schodkowa ulica z Barrio Alto do Baxia fot. margaretka pełniących czasami rolę barów, pachnących codziennością. Schodkowa ulica prowadziła z Barrio Alto (Górnego Miasta) - dzielnicy restauracji i zabawy przez Chiado, gdzie znajdują się najstarsze księgarnie, modne sklepy i kawiarnie do Baixa (Dolnego Miasta) - tętniącego za dnia Centrum , z przestrzennymi placami: Praça do Comércio, tuż nad Tagiem, Praça do Rossio czy Praça dos Restauradores.

Dotarłam do Alfamy – najstarszej dzielnicy Lizbony, zbudowanej na urwistych skałach. Ulice Alfamy to w zasadzie schody. Wiele budynków w dzielnicy zaprojektowali muzułmanie. Ta niegdyś najbardziej okazała część miasta została mocno zniszczona przez trzęsienie ziemi, 255 lat temu (1775 r.). Dziś Alfama, to w dalszym ciagu „dusza Lizbony”, choć żyje własnym życiem. Pastelarie są tu jeszcze bardziej zwyczajne, tłoczne i szumiące rozmowami miejscowych. Tutaj można zjeść najtaniej i "najbardziej" po portugalsku.

Lizboński artysta fot. margaretkaIdąc wąskimi uliczkami , spotykam starszą kobietę z wiklinowym koszem na głowie, która dziarsko przemierza brukowaną ulicę, po drodze dzieciaki biegną za piłką, grupka miejscowych stoi na rogu, a w wąskiej uliczce skupiony artysta maluje fresk na drzwiach Taberna A Baiuca. A nad tym wszystkim błekitne niebo i pranie wiszące pomiędzy oknami na ciasnych uliczkach i w zaułkach. Błękitny i szeroki Tag można tu obserwować z góry, przysiąść na skwerku przy scianie ozdobionej azulejo pod kwiecistym drzewem oraz usłyszeć wszędobylski głos tramwaju przeciskającego się przez kręte ruas.

Wędrując przez Alfamę trafiam całkiem przypadkiem do Muzeum Fado, gdzie w tle muzyki Amálii Rodrigues (słynnej pieśniarki Fado) podziwiałam zdjęcia, kolekcję gitar i płyt. Wieczorem kiedy wracam do mojej kamienicy, wdrapuję się znów po schodach, wzdłuż których i na których tętnią życiem kolorowe restauracje. Jedna z nich nazywa się Buenos Aires. Nad stolikami wiszą kolorowe lampki, a stoliki stoją również na schodach więc trzeba czasami się przeciskać. Nagle słyszę FADO, które spontanicznie zanucił starszy Portugalczyk. Lizbona w Bairro Alto, tętni życiem do białego rana, nawet dzieciaki grają nocą w piłkę na wąskich uliczkach i mam wrażenie, obserwując również moją babcię z pensjonatu, że ta dzielnica i jej mieszkańcy w ogóle nie śpią. Drugiego dnia na stacji Baixa Chiado, wsiadam w metro i jadę na drugi koniec miasta do Parque das Nações (Parku Narodów)- kompleksu z futurystycznymi budynkami (po wystawie Expo ’98). Tam w pobliżu znajduje się Oceanário de Lisboa (największe oceanorium w Europie).

Ten nowoczesny kompleks-park to ulubione miejsce spacerów weekendowych Lizbończyków. Nad parkiem można przejechać kolejką linową kontemplując Tag i biały, nowczesny most Vasco da Gamy wyłaniający się w oddali. W parku kamienne ławki pomalowane w paski, palmy, krzewy i ciekawa fontanna w kształcie stożka również w paski fioltowo-granatowe.

Wracam metrem do Centrum i ktoś pyta mnie o drogę, a ja się ciesze, że mogę wyglądać na miejscową.

Lizbona, to magiczne miasto, stare i nowoczesne jednocześnie. Można jeździć tu starymi tramwajami (os eléctricos) z drewnianymi ławkami w Park Narodów fot. margaretkaśrodku i wiecznie otwartymi oknami a czasami jeszcze ktoś wskoczy w biegu do ruszającego z przystanku wagoniku. Można też pojechać tymi nowoczesnymi z klimatyzacją. Między Baixa a Bairro Alto kursuje stara winda – Elevador de Santa Justa, dziś głównie dla turystów (bardzo podobną windę spotkamy również w Salvadorze w Brazylii). Z tarasu widokowego nad wiszącymi na barierkach koszami pomarańczy rozpościera się obraz centrum miasta.

W Lizbonie funkcjonują jeszcze 3 kolejki szynowo-linowe jadące w górą i w dół wąskimi stromymi uliczkami: Elevador da Bica (nazywana też Ascensor da Bica) - , Elevador da Gloria – jeżdżący z Praça dos Restauradores do Bairro Alto oraz Elevador do Lavra - najstarsza i najbardziej stroma.

 


Alfama i widok na Tag fot. margaretkaLizbona to miasto, małych ciasnych uliczek, schodów, zaułków, ale również szerokich zielonych alej jak Avenida da Liberdade, eskapad, licznych parków, skwerów, szerokich placów i budynków z drewnianymi okiennicami ozdobionych na elewacjach prostym azulejo. W małym sklepiku z koralami spotykam emigrantkę z São Paulo i dowiaduje się, że wielu Brazylijczyków osiedliło się w Lizbonie. Kupuję brązowe korale, które wybrała mi sprzedawczyni i spaceruję dalej w Baxia, gdzie spotykam znanego lizbońskiego poetę Fernando Pessoa, którego portret ktoś namalował na ścianie kamienicy.

Najlepszy widok na panoramę Lizbony rozpościera się z drugiego brzegu Tagu. Warto popłynąć promem na południowy brzeg (zaskakująca cena, tylko kilkanaście centów za bilet), do miejscowości Cassilhas i zjeść obiad w tłocznym miejscowym barze. Kelnerzy niosą tace z wielkimi homarami, ja zamawiam świeżego pieczonego dorsza (bacalhau fresco ao forno) i kieliszek czerwonego Porto (vinho do Porto), a na deser arroz doze – ryżowy rodzaj puddingu z cynamonem. Co zresztą zarekomendowała mi spotkana w restauracji para starszych Państwa.

Lizbończycy kochają swoje miasto. Jeden z mieszkańcow stojąc na brzegu w Cassilhas był zdziwony dlaczego fotografuje prom, a nie piekną Lizbonę, którą on właśnie przyszedł pokontemplować z drugiego brzegu. Przeważnie mieszkańcy krajów nie lubią swoich stolic, bo są za głośne, wielkie i w biegu. Z Lizboną jest inaczej, do niej się tęskni. Będąc Portugalczykiem, czy przybyszem z innego kraju, zawsze chce się tam wracać. Wim Wenders w filmie "Lisbon Story" dotknął moim zdaniem prawdziwej duszy tego miasta.

Zwiedzając Lizbonę warto wybrać się jeszcze na wielki akwedukt (O aqueduto das Águas Livres), który przecina dolinę Alcantara (Vale de Alcântara), odwiedzić ogród botaniczny (Jardim Botânico) w dzielnicy Rato, inny od tych spotykanych w środkowej Europie, wstąpić na chwilę do muzeum kina (Cinemateca Portuguesa - Museu do Cinema), które znajduje się przy Rua Barata Salgueiro w Baixa, a dla szukających pamiątek muzycznych polecam FNAC (odpowiednik naszego Empiku) nieopodal stacji metra Baixa-Chiado , ja kupiłam tam płytę Mafaldy Veigii. I koniecznie posmakujcie salada de polvo czyli sałatkę z ośmiornicy, która nie zachęca szarym wyglądem pokrojonych macek więc jej nie spróbowałam, ale potem moja znajoma Portugalka powiedziała mi, ze straciłam dużo, bo to jest po prostu pyszne!

Innym razem spróbuję, bo wrócę do Lizbony na pewno. Tęsknię za nią bardzo.

/Małgosia Kozłowska/

Czytany 4562 razy Ostatnio zmieniany środa, 05 październik 2016 08:27
Więcej w tej kategorii: « Porto Madeira »
Zaloguj się, by skomentować